Motoryzacja

Ile kosztuje pomoc drogowa – laweta

Ile kosztuje pomoc drogowa - laweta

Ile kosztuje pomoc drogowa – laweta. Nie mamy wpływu na rozmaite czynniki zewnętrzne. Często sytuacje losowe wytrącają nas z równowagi i generują koszty. Do takich zdarzeń zaliczają się wszelkiego rodzaju kolizje i wypadki na drogach. Często złe warunki atmosferyczne i kiepska widoczność powodują problemy, które słono nas kosztują. Jak wygląda wycena pomocy drogowej? Czy przyjazd auta z lawetą wiąże się z potężnymi kosztami? Od czego one zależą? Czy mamy jakikolwiek wpływ na wycenę przyjazdu lawety? Zostając tu, poznasz ciekawą historię, która zdarzyć mogłaby się każdemu z nas. W trakcie jej lektury dowiesz się, jak wygląda przeciętny cennik usług pomocy drogowej i uproszczony przebieg prac ekip pomocowych. Poznasz również receptę na zmniejszenie kosztów tejże usługi. Z tego też powodu gorąco zachęcamy do kontynuowania lektury!

Nieprzeciętna historia Tymoteusza

 Tymek właśnie wracał z pracy. Miał za sobą ciężki dzień, bo projekt, którym się zajmował, wymagał pracy po godzinach i kontaktu z niecierpliwymi kontrahentami. Był potwornie zmęczony, a wlana uprzednio kofeina właśnie go puszczała. Wyjechał właśnie z miasta. Droga była akurat pusta jak zawsze o tej porze dnia. W trakcie prowadzenia pojazdu nie zauważył, że poziom paliwa jest zatrważająco niski. Pojazd ledwo się wlókł. Nie od razu połapał się Tymek, że brakuje mu paliwa. Ostatecznie samochód odmówił dalszej jazdy. W końcu nasz bohater połapał się, w czym rzecz. Klął na siebie na czym świat stoi, bo w tym całym natłoku obowiązków zapomniał podjechać na stację benzynową. Wokół z rzadka tylko przejeżdżały inne pojazdy. Wyszukał numer telefonu do pomocy drogowej i zadzwonił. Auto z lawetą pojawiło się po upływie 30 minut od wykonania telefonu. Samochód nie był uszkodzony, brakowało tylko paliwa. Auto zostało przymocowane do haka holowniczego i odholowane do miejsca przeznaczenia. Tymek musiał liczyć na stopa. I nie był to koniec jego historii. Nieszczęścia chodzą parami, jak to się mówi. Wkrótce miał poznać smak prawdziwości tego aforyzmu. Jak wygląda działanie pomocy drogowej na miejscu kolizji lub wypadku? W opisanym przykładzie nie było żadnych uszkodzeń auta, więc mogło się obyć bez lawety. Gdyby skrajnie przemęczony Tymek stracił kontrolę nad kierownicą i doszłoby do kolizji z innym uczestnikiem ruchu, a samochód doznał poważnych obrażeń, pomoc drogowa w Warszawie wrzuciłaby uszkodzony pojazd na lawetę. Przy braku takowych lub niewielkich tylko uszkodzeniach wystarczy jedynie hak holowniczy. Na lawetę umieszcza się również samochody elektryczne i hybrydowe. Zakres działania pomocy drogowej obejmuje również, wydostanie pojazdu z rowu, jeśli w trakcie kolizji tam się znalazł.

Nieszczęścia lubią chodzić dwójkami

Tymek wrócił jakoś do domu. Wiedział, że weźmie wolne. Nie widział opcji porządnie się wyspać. Nazajutrz dowiedział się o kosztach związanych z odholowaniem jego pojazdu. Złapał się za głowę i usiadł z wrażenia. Do zapłacenia miał z grubsza 320zł. Skąd taka kwota? Tymek po raz pierwszy korzystał z usług pomocy drogowej. Nigdy nie był w podobnej sytuacji. Nie wiedział na przykład, że zgłoszenia realizowane w godzinach nocnych i w dniach świątecznych są droższe od standardowych blisko o połowę. Gdyby paliwa zabrakło mu w porze dziennej i na terenie miasta, zapłaciłby od 150 do 200zł. Tak mniej więcej wyglądają widełki cenowe charakterystyczne dla miast. Poza nimi, w zależności od odległości od bazy pomocy drogowej nalicza się dodatkowe opłaty za odbytą drogę. Jeśli do kolizji doszłoby na terenie wiejskim, położonym o x kilometrów od miasta, to niefortunny kierowca musiałby zapłacić dodatkowo za te nadprogramowe kilometry. Istnieje też dodatkowa opłata za wydostanie pojazdu z rowu. Takie sytuacje też się zdarzają, w szczególności w trakcie wypadków, zderzeń z innymi pojazdami i kolizji. Tymek miał pecha, ponieważ wracał porą nocną i stanął akurat w terenie wiejskim, poza granicami miasta. To wpłynęło na kształt rachunku. Całe szczęście pojazd na tym nie ucierpiał, więc przynajmniej oszczędził na mechaniku. Opisywany przez nas człowiek mógł uniknąć tak wielkich kosztów, gdyby pomyślał o tym stosunkowo wcześniej. Jak już wspomnieliśmy, była to jego pierwsza taka sytuacja i nie brał takich ewentualności w ogóle pod uwagę.

Mogło być taniej?

 Oczywiście, że tak. Gdyby Tymek zastanowił się nad wykupieniem stosownej polisy ubezpieczeniowej w obrębie OC/AC nie ucierpiałby na tym jego budżet. Niestety mądry Polak po szkodzie. Co zagwarantowałaby Tymkowi taka polisa? Otóż dzięki niej, w zależności od opcji, na które chciałby się ubezpieczyć, uniknąłby tak dużych kosztów holowania samochodu. Ubezpieczyciel mógłby pokryć część wydatków związanych z holowaniem. W porze nocnej byłoby to tym bardziej wskazane. Nadprogramowe kilometry musiałyby zostać pokryte bezpośrednio przez Tymoteusza, ale spójrzcie tylko, jak niewielka byłaby to kwota w porównaniu z tą, która musiał uiścić, nie mając wykupionej polisy. Po całej operacji Tymek został bez samochodu. Z wakacji jak wiadomo, nie wracał. Zziębnięty i zmęczony, z oczyma na zapałki musiał łapać autostopa. Dzięki wykupionej polisie mógłby skorzystać z pożyczonego przez ubezpieczyciela samochodu zastępczego, dzięki któremu dotarłby szybciej pod strzechę swego domu. Morał z tej historii jest taki, że nie znając dnia ani godziny, warto, jest wykupić stosowne ubezpieczenie.

You may also like...